O sensie życia, a raczej jego braku. Raz jeszcze
Odbyłem ostatnio dosyć ciekawą rozmowę na temat sensu życia. Była to rozmowa o tematyce religijnej, ale nie w tym rzecz. Dała mianowicie mi ona do myślenia. Jaki jest sens życia ateisty? Czytaj dalej…
Odbyłem ostatnio dosyć ciekawą rozmowę na temat sensu życia. Była to rozmowa o tematyce religijnej, ale nie w tym rzecz. Dała mianowicie mi ona do myślenia. Jaki jest sens życia ateisty? Czytaj dalej…
Przeglądałem ostatnio sieć poszukując jak zwykle jakiegoś sposobu na zabicie nudy i natknąłem się na coś takiego.
Tytuł tego postu może sugerować, iż będę starał się udowodnić, że humaniści są w gruncie rzeczy idiotami. Spokojnie nic tak bardzo kontrowersyjnego mi na myśl nawet nie przyszło. Czytaj dalej…
Wielu z was może się zastanawiać (i pewnie się zastanawia):
Po jaką cholerę ja to piszę? Po co przedstawiam tutaj swoje poglądy? Czemu po prostu nie dam ludziom religijnym spokojnie wierzyć w co tam sobie chcą?
Szczerze mówiąc jestem dosyć zdziwiony własną głupotą. Tak prostego i jednocześnie kompletnie nie do podważenia dowodu na nie istnienie katolickiego boga nigdy w życiu nie widziałem.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Jak wiemy istnieje szereg cech jakimi można opisać katolickie bóstwo, a jedną z nich jest wszechmoc. Jest ona właściwie warunkiem koniecznym. Na jej właśnie podstawie udowodnię wam, że istnienie katolickiego bożka jest kompletnie nie możliwe.
Otóż wszechmoc oznacza możność robienia wszystkiego. Jak wszystkiego to wszystkiego, a więc Bóg powinien umieć dzielić przez zero. Dzielenie przez zero jest niemożliwe, a więc Bóg nie może być wszechmocny, bo nie jest w stanie tego zrobić, a więc Boga nie ma. Przynajmniej w takiej formie jak go opisują katolicy.
Prawda, że bardzo prosty dowód? Jednocześnie jest on kompletnie nie do podważenia. Choć spotkałem się z idiotami próbującymi to zrobić.
Wczoraj przeczytałem, że ateizm jest po prostu kolejną z religii. Szczerze uważam ten pogląd za bzdurny, bo przecież nie pasuje nijak do definicji religii:
1. «zespół wierzeń dotyczących istnienia Boga lub bogów, pochodzenia i celu życia człowieka, powstania świata oraz w związane z nimi obrzędy, zasady moralne i formy organizacyjne»
2. «nauka religii jako przedmiot w szkole; też: lekcja tego przedmiotu»
źródło: sjp.pwn.pl
Jednak jest w nim coś. Znaczy się jestem w stanie domyślić się o co chodzi jego autorowi, a przynajmniej tak mi się zdaje. Otóż w pewnym sensie nie wiemy czy istnieją bogowie lub też nie istnieją, dlatego też ateizm jako taki nie jest poglądem naukowy, ale mimo wszystko nie jest też wiarą. Nie tylko mówi o nie istnieniu bogów, ale też kompletnie nie rozpatruje pochodzenia człowieka i życia. Oczywistym jest, że spora część ateistów ma swoje własne poglądy na ten temat, ale nawet jeśli wszyscy ateiści mieliby takie same, to w dalszym ciąg zbiór ich poglądów nie jest ateizmem.
Tylko dwa kwiatki:
Właśni skończyłem pisać kolejne opowiadanie : “Ulice Calleh“. Akcja przenosi nas spowrotem do zapomnianego przez Boga miasta, pokazując je tym razem innej perspektywy i ujawniając nowe tajemnicę z tym związanę. Nie wiem czy jest to gówno czy coś fajnego do poczytania, ale zapraszam. Wdzięczny byłby za opinię w komenatarzach, ale nie jest to koniecznę.
Wszystkie moje pracę dostępne są też na profilu Zoho Share.
Założyłem sobie profil na Zoho Share, gdzie dostępne będą wszystkie pisane przeze ze mnie opowiadania i pracę. Za chwilę przeniosę tam moje dotychczasowe “utowory”.
Napisałem właśnie krótkie opowiadanie, które jak palnuję ma być wstępem do serii dotyczącej miasta “calleh”. Więcej szczegółów później. Tymczasem zapraszam do czytania.
Dzisiaj właśnie skończyłem pisać mój projekt zaliczeniowy z C\C++. Jest to bardzo prosty i chyba wszystkim znana gra “Wezyk”, która często jest domyślnie wgrana na telefonach komórkowych. Żadnych nowości w niej nie wprowadzałem.
Pobierz
Aktualizacja:
Nowa wersja dostępna jest tutaj.
Poprawiłem większość błędów oraz ai (i tak wymaga jeszcze sporo pracy). Dodałem też nowe plansze i możliwość przechodzenia z jednej do drugiej.
Chrześcijanie mnie wciąż zadziwiają ;] Otóż zauważył, że gdy przytłoczy się ich zbyt wielką ilością pytań, wątpliwości do mają tendencje do zasłaniania się zdaniami sloganami. Zdania te mają pełnić rolę tarczy nie do przebicia, którą się używa jako ostatnie koło ratunkowe kiedy nie ma już co odpowiedzieć, żeby miało to sens i trzymało się kupy. Czytaj dalej…
Jedną z najśmieszniejszych rzeczy jaką widzę w katolicyzmie jest ta lekkość z jaką traktują rolę boga we wszechświecie. Na początku był stwórcą świata, panował nad wszystkim i nad wszystkimi. Kierował stworzeniem każdej istoty z osobna. Sprawił, że Słońce krążyło wokół Ziemi itp. itd. Czytaj dalej…
Zastanawiałem się ostatnio nad tym czy to, że ludzie wierzą w boga wynika z ich niedouczenia? Jako bardzo młody człowiek byłem wierzący, jeśli można tak powiedzieć o dziecku, które jeszcze niczego prawie nie rozumie. Wierzyłem w to, że jak źle pomyśle (nie daj boże coś źle zrobię) to bozia ukarze mnie za to. Ogólnie mówiąc moja wiara była oparta bardziej na strachu niż na jakichkolwiek twardych przekonaniach. Czytaj dalej…
Czytając ostatnio pewien post na “Wulgaryzmie” przeczytałem o pokoleniu MTV. Właśnie wtedy zastanowiłem się nad tym głębiej, bo przecież sam należę do tego pokolenie, a właściwie do tej grupy wiekowej. Mimo, że jestem lekko aspołeczny to jednak mam bardzo wiele okazji do obserwowania innych. Czasami również bywam na imprezach (rzadko, ale jednak). Zresztą mniejsza z tym, bo nie o mnie i o moim imprezowaniu tutaj mowa. Czytaj dalej…
Jestem ateistą i od dobrych paru lat nie mam styczności z wiarą katolicką, jej obrządkami itp. Nie wpływa ona zbytnio na moje codzienne życie, ani też w żaden sposób mi nie przeszkadza jako-taka. Dlatego też ktoś mógłby mnie się spytać dlaczego tak usilnie ją krytykuje i tępię? Dlaczego jeśli w jakiejś organizacji/akcji itd. uczestniczy kościół to od razu ją krytykuje. Skąd się bierze moja zawziętość? Otóż ma to swoje powody. Niektóre są naprawdę błahe, natomiast inne są bardziej poważne. Czytaj dalej…
Całkiem niedawno czytając mangę spotkałem się ze stwierdzeniem, że jest to tylko głupi odpowiednik amerykańskiego komiksu bez żadnej większej wartości, który tworzony jest tylko i wyłącznie w celach rozrywkowych. Nie ukrywam, że jako fana wszelakiej mangi zdenerwowało mnie to nieco. Można powiedzieć, że nawet lekko uraziło. Ja osobiście uważam mangę za rodzaj sztuki. Czytaj dalej…
Słuchając pliku mp3, który jest załączony do cytatu w poprzednim poście naszły mnie pewne refleksje. Otóż czy w obliczu śmierci (która niestety kiedyś mnie czeka, chociaż chciałbym, żeby było inaczej) będę jeszcze w stanie utrzymywać własne poglądy? Czy strach spowodowany świadomością tego nieuniknionego nie sparaliżuje mnie tak bardzo, iż przestanę myśleć racjonalnie i zacznę się chwytać wszystkiego, żeby tylko przetrwać? Czytaj dalej…
Przeczytałem ostatnio artykuł o apostazji i kłopotach związanych z jej uzyskaniem. Proboszcz dbając o statystki swojej parafii stara się jak tylko to możliwe utrudnić ten proces często odmawiając przeprowadzenia go (łamiąc tym samym prawo mówiące o wolności wyznaniowej). Ogólnie kościół* katolicki w Polsce wprowadza coraz to nowsze wymysły często niezgodne z polskim ustawodawstwem i postanowieniami hierarchów kościelnych z Watykanu (mowa tutaj o wymyśle posiadania dwóch świadków podczas aktu apostazji). Nasza teoretycznie najbardziej uduchowiona część społeczeństwa od pewnego czasu (możne nawet od początku) wyraźnie dba bardziej o pozory niż o istotę prawdziwej wiary. Zresztą nie tylko w tej kwestii, bo instytucja ta przesiąknie ta jest wręcz obłudą, ale nie o tym ten post. Czytaj dalej…
Od pewnego czasu nie pojawił się na moim blogu żaden post. Zresztą jak na większości blogów, które są rozpoczynane, a w późniejszym czasie porzucane przez właścicieli. Nie jest to rzecz nowa, ani też w żaden sposób niezwykła. W przypadku mojego bloga postanowiłem jednak wrócić do prowadzenia go. Czy mi się to uda jeszcze się okaże, w każdym bądź razie mam na dzieje, że tak. Styl będzie podobny do poprzedniego nie uświadczycie tutaj jakiejś poprawnej stylistyki,ortografii lub też formy, ponieważ najzwyczajniej w świecie jestem bardzo niedouczony w tej kwestii i nie mam zamiaru jakoś tego zmieniać. No ale dosyć już o tym nie chce zanudzić kogoś kto by się już jakoś ostatecznie zdobył na przeczytanie moich wypocin. Czytaj dalej…
Zastanawiałem się ostatnio nad tym kim ja tak naprawdę jestem? Jaki ja tak naprawdę jestem? Czy znam sam siebie? Przy różnych zdarzeniach odkrywam w sobie skłonności, cechy i różnego typu zachowania których wcześniej nawet bym w sobie nie podejrzewał. Szczerze martwi mnie to trochę, bo to co robię jest sprzeczne z tym w co wierze. Zachowuje się często wbrew moim zasadą moralnym, lub też moje zasady moralne są tylko złudną nadzieją frajera, który próbuje oszukać sam siebie na temat tego jaki on jest. Mało tego, często też wykazuje się hipokryzją, krytykując jednych za to co sam robię. Nie biorę odpowiedzialności za własne słowa. Czytaj dalej…
Nie wierze w boga, nie wierze w duchy ani inne zjawiska nadprzyrodzone, a jeśli już takie istnieją (odnośnie zjawisk) to zawsze istnieje możliwość ich wyjaśnienia za pomocą praw nauki panujących w przyrodzie tylko nie wszystkie te prawa jeszcze odkryliśmy dlatego też wydają się takie niezwykłe. Zresztą mniejsza już o to w co nie wierze, chciałabym wam przedstawić moją “wiarę”. Cudzysłów jest zamierzony, bo oczywiście nie jest to żadna wiara ogólnie pojęta jako system religijny tylko przekonanie jakiemu jestem w pełni oddany. Pokrótce brzmi ono jak w temacie tego posta. Trzeba jednak uściślić, że rozchodzi mi się tutaj o całą ludzkość jako grupę nie pojedynczą jednostkę naszego gatunku, a samo pojęcie “Bóg” nie jest tutaj użyte w sensie istoty wszechmogącej. No więc dlaczego tak uważam? Czytaj dalej…
Piszę tego posta jako swojego rodzaju odpowiedź do ostatnich komentarzy jakie pojawiły się na moim blogu pod postem o tytule “Jaki jest sens życia? – pisane przez ateistę”, ale także jako przedstawienie mojego poglądu na temat jaki wpływ ma strach przed śmiercią (odczuwany przez ateistę) na możliwość odczuwania szczęścia w życiu. Nie ukrywam, że będę opierał się na tylko własnych doświadczeniach, jednak pomimo to zapraszam do lektury. Jeden z komentarzy zarzucał mi, że “człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy..”. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Dlaczego? Ponieważ sam absolutnie i całkowicie świadomie w nic nie wierze, ale pomimo to jestem całkiem szczęśliwym. Czytaj dalej…
Jak pewnie część z was wie jutro rozpoczynają się matury. Dla wielu jest to dzień sądny, podczas którego jak sami piszą ma zaważyć się ich przyszłość. No bo przecież od jej wyniku zależy to czy dostaniemy się do lepszej czy gorszej uczelni, a być może nigdzie się nie dostaniemy. Bez zbędnego gadania i tak wiecie, że jest ważna, więc daruje sobie te 4 stronicowe pouczenie na ten temat jakie zwykli nam sypać nauczyciele na lekcjach. Niech będzie, że jestem łaskawy, a może po prostu nie chce nikogo zanudzić na śmierć zbędną gadaniną, mniejsza z tym ;] Przejdźmy dalej.Nie wiem jak jest u innych, ale w moim otoczeniu większość osób dorosłych lubuje się w podkreślaniu jej wagi i zaganianiu do nauki. Tutaj stawiam pytanie:
Po co? Jaki ma sens dalsze stresowanie maturzysty? Jaki ma sens zaganianie do nauki?
Żadnemu z nas (maturzystów) nie potrzeba dodatkowego stresu i tak wszyscy wiemy jak ona jest ważna, nie trzeba nam tego dodatkowo przypominać, naprawdę uwierzcie, że przez te trzy lata liceum lub cztery technikum każdy z nas wysłuchał się już dostatecznie wiele na temat jej wagi. Mija się z celem także zaganianie nasz do nauki, bo skoro przez te kilka lat niczego się nauczyliśmy to przez kilka dni ameryki nie odkryjemy, a jeśli nie próżnowaliśmy to po co tracić siły na naukę tego co już wiemy? Jak dla mnie wszelkie te działania są nielogiczne.
Teraz coś bardziej o mnie. Moja rodzona matka nie może nadziwić mi się dlaczego nie widać po mnie żadnych objawów stresu, którego faktycznie prawie we mnie nie ma. Prawie, bo nie ma chyba człowieka, który by się nie stresował choć trochę w takiej sytuacji. W każdym bądź razie choć poziom stresu jest we mnie znikomy, o czym świadczyć może choćby to, że do tej pory nie napisałem jeszcze prezentacji maturalnej nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek przygotowaniu do niej. Pytanie teraz dlaczego się jestem w takim, a nie innym stanie? Odpowiedź jest prosta, ponieważ wiem, że na maturze się świat nie kończy, a nawet jeśli bym ją źle napisał to w dalszym ciągu mogę do niej przystąpić w późniejszym okresie czasu, czyli za rok lub dwa. W niczym nie ma pośpiechu co się odwlecze to nie uciecze. Poza tym pokładam też sporo wiary w moją wiedzę, która być może nie jest imponująca i pozostawia naprawdę wiele do życzenia, jednak powinna wystarczyć. Drugą sprawą jest to, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż zwiększony poziom stresu tylko utrudniałby mi koncentracje na sali egzaminacyjnej, a sama świadomość tego również pomaga mi z nim walczyć lub też powiedziałbym opierać się mu, bo to bardziej tutaj pasuje.
Dorzucę jeszcze kilka słów do tych, którzy podobnie jak ja pomaszerują jutro w strojach galowych popisać się swoją wiedzą z trzech lat:
Naprawdę nie ma się czym przejmować, świat się nie wali, a życie trwa dalej. Za rok, dwa będziecie się śmiać z własnego stresu.
Przeczytałem dzisiaj newsa, w którym jest napisane, że pewna kanadyjska organizacja zachęca do tego żeby w dniu jutrzejszym to jest trzeciego maja przez 24 godziny nie używać komputera, a zamiast tego pojedzić sobie na rowerze, spędzić czas z ukochaną osobą itd. Ma to na celu pokazać jak dużą część naszego dnia zajmuje często bezcelowe siedzenie na komputrze. Nie jest to pierwsza i nie ostatnia akcja w tym stylu, no ale mniejsza z tym. Zastanawia mnie inna rzecz, czy ja byłbym w stanie wytrzymać tak długi czas nie dotykając komputera? Czy jestem na tyle silny? Odpowiedź znam i nie jest ona taka jaką chciałbym ją widzicie. Nie jestem w stanie wytrzymać pełnej doby nie dotykając komputera, jest to całkowicie ponad moje siły. Eh… Czasami czuje się z tego powodu taki słaby. Szczególnie, że jest to jedyny nałóg jaki posiadam. No ale mniejsza już o mnie. Zastanawiam się jak sytuacja będzie wyglądała za 10,20,30 lat? Ile procent ludzi będzie w stanie wytrzymać 24 godziny bez elektoroniki biorąc pod uwagę to jak szybko od niej się uzależniamy?
Najnowsze komentarze