Jak pewnie część z was wie jutro rozpoczynają się matury. Dla wielu jest to dzień sądny, podczas którego jak sami piszą ma zaważyć się ich przyszłość. No bo przecież od jej wyniku zależy to czy dostaniemy się do lepszej czy gorszej uczelni, a być może nigdzie się nie dostaniemy. Bez zbędnego gadania i tak wiecie, że jest ważna, więc daruje sobie te 4 stronicowe pouczenie na ten temat jakie zwykli nam sypać nauczyciele na lekcjach. Niech będzie, że jestem łaskawy, a może po prostu nie chce nikogo zanudzić na śmierć zbędną gadaniną, mniejsza z tym ;] Przejdźmy dalej.Nie wiem jak jest u innych, ale w moim otoczeniu większość osób dorosłych lubuje się w podkreślaniu jej wagi i zaganianiu do nauki. Tutaj stawiam pytanie:
Po co? Jaki ma sens dalsze stresowanie maturzysty? Jaki ma sens zaganianie do nauki?
Żadnemu z nas (maturzystów) nie potrzeba dodatkowego stresu i tak wszyscy wiemy jak ona jest ważna, nie trzeba nam tego dodatkowo przypominać, naprawdę uwierzcie, że przez te trzy lata liceum lub cztery technikum każdy z nas wysłuchał się już dostatecznie wiele na temat jej wagi. Mija się z celem także zaganianie nasz do nauki, bo skoro przez te kilka lat niczego się nauczyliśmy to przez kilka dni ameryki nie odkryjemy, a jeśli nie próżnowaliśmy to po co tracić siły na naukę tego co już wiemy? Jak dla mnie wszelkie te działania są nielogiczne.
Teraz coś bardziej o mnie. Moja rodzona matka nie może nadziwić mi się dlaczego nie widać po mnie żadnych objawów stresu, którego faktycznie prawie we mnie nie ma. Prawie, bo nie ma chyba człowieka, który by się nie stresował choć trochę w takiej sytuacji. W każdym bądź razie choć poziom stresu jest we mnie znikomy, o czym świadczyć może choćby to, że do tej pory nie napisałem jeszcze prezentacji maturalnej nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek przygotowaniu do niej. Pytanie teraz dlaczego się jestem w takim, a nie innym stanie? Odpowiedź jest prosta, ponieważ wiem, że na maturze się świat nie kończy, a nawet jeśli bym ją źle napisał to w dalszym ciągu mogę do niej przystąpić w późniejszym okresie czasu, czyli za rok lub dwa. W niczym nie ma pośpiechu co się odwlecze to nie uciecze. Poza tym pokładam też sporo wiary w moją wiedzę, która być może nie jest imponująca i pozostawia naprawdę wiele do życzenia, jednak powinna wystarczyć. Drugą sprawą jest to, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż zwiększony poziom stresu tylko utrudniałby mi koncentracje na sali egzaminacyjnej, a sama świadomość tego również pomaga mi z nim walczyć lub też powiedziałbym opierać się mu, bo to bardziej tutaj pasuje.
Dorzucę jeszcze kilka słów do tych, którzy podobnie jak ja pomaszerują jutro w strojach galowych popisać się swoją wiedzą z trzech lat:
Naprawdę nie ma się czym przejmować, świat się nie wali, a życie trwa dalej. Za rok, dwa będziecie się śmiać z własnego stresu.
Najnowsze komentarze