Ja – Ateista

Postanowiłem być trwadszy i nie bać się ostro wyjaśniać swoich opini, choćby były najbardziej kontrowensyjne na świecie. Pragnę móc wyrażać siebie w pełni, pragnę przedstawiać siebie jakim jestem. Dlatego też piszę to teraz, ponieważ nieodłączną cząstką mnie jest mój ateizm, mój bunt przeciwko Kościołowi. Ktoś teraz powie, że jestem dziecinny, że nie wiem co piszę, że jeszcze się przekonam, że jestem za młody, żeby wiedzieć. Odpowiem, że nie ma racji! Co z tego iż jestem młody? To oznacza, że nie mam racji? To oznacza, że moje osądy są automatycznie błędne? To oznacza, że mam słuchać starszych mimo iż sądzę, że nie mają racji tylko z tego powodu, iż są bardziej doświadczeni ode mnie? Nie! Nie muszę, mogę mieć własne zdanie mimo młodego wieku i mogę mieć racje! Mało tego mam własne zdanie i twierdzę, że Boga nie ma, a wszystcy ludzie, którzy w niego wierzą nie mają racji i są głupcami uciekającymi od prawdy, którymi kieruje strach. Odrzucam dwa tysiące lat wierzeń moich przodków i twierdzę, że się myli, bo czy to wszystko co stare i kultywowane przez wieki musi być prawdą? Jeśli tak to czemu słońce jednak nie kręci się włokół ziemi? Czemu ziemia nie jest płaska? No właśnie! Tak samo ze starymi książkami, to iż napisali je dawno i są traktowane jako księgi świete nieznaczy, że są automatycznie prawdziwe! Tak wiem, że są osoby dla których moje argumenty są śmieszne, bo tak, bo ja przecież się mylę, a biblia mówi prawdę, bo Bóg istnieje, bo coś tam. Jest wiele takich bzdurnych argumentów i jeśli ktoś ma zamiar je wpisać w komentarzu to proszę, żeby sobie jednak darował, bo nie mam zamiaru ich słuchać i będę je kasował. Dlaczego? Czyżbym bał się dyskusji? Nie, nie boje się jej, ale nie mam zmiaru walczyć z fanatykami, bo i tak wiem, że jest to walka z wiatrakami. Pisząc te słowa chce tylko wyrazić siebie i mój stosunek do wiary.

  1. 1 maj 2008 o 15:06 | #1

    “Dlatego też piszę to teraz, ponieważ nieodłączną cząstką mnie jest mój ateizm, mój bunt przeciwko Kościołowi.”

    Doradzę Ci tylko jedno – nie warto budować swojej tożsamości wokół “nie”.
    Wokół kontestacji uznanych prawd.
    Czemu? Bo walcząc z czymś (nawet tylko mentalnie, poprzez doznawanie rozdrażnienia a propos danego tematu)- dajesz temu moc i tworzysz – niemal namacalnie – z tego PROBLEM w Twoim życiu.

    Kiedyś miałam w sobie podobny bunt przeciw KK, ale z czasem zauważyłam, że była to część mojego sposobu przejawiania się jako “buntownika”, outsidera – połączona z ubieraniem się w awangardowy sposób i otwartym krytykowaniem autorytetów.

    Minęło 15 lat i rozpęd do buntowania się osłabł.;)
    Większość rzeczy z czasem staje się bardziej… letnia.
    Uczymy się odpuszczać, “olewać”.
    Tak naprawdę pozwalając by coś nas denerwowało, dajmy temu moc i władzę nad nami.
    I to jest naszego “wroga” ostateczne, wewnętrzne zwycięstwo.

    Dojrzałość to nie jest bardziej zawzięta walka, ale umiejętność sprawiania by walka w nas zamieniła się w pokój.
    Tylko wtedy będziemy wewnętrznie wolni.

    Pozdrawiam! :)

  2. 25 maj 2008 o 14:22 | #2

    Twoja postawa budzi respekt – to że mówisz od siebie, za siebie, z własnego doświadczenia. Sam też do tego dążę, w tym do pozbycia się wiary. Tak więc zgadzam się i popieram (chociaż nie jestem ateistą. :))

  3. Rafi
    6 luty 2009 o 19:00 | #3

    w pełni popieram :)

  4. JustynA
    18 marzec 2009 o 12:55 | #4

    szukaj zatem prawdy. powodzenia (bez ironii)

  5. NotImportant
    21 kwiecień 2009 o 14:15 | #5

    Hm, to mi wygląda bardziej na bunt przeciw katolikom, przeciw starym księgom, przeciw Biblii, przeciw tradycji… Ale co ma do tego Bóg? Poza tym zakładanie, że wiara wynika ze strachu… Dziwi mnie to, bo sama nie mam wątpliwości co do istnienia Boga ale gardzę kościołem katolickim, żadne tradycje mnie nie przekonują, Biblia mnie nie ciekawi zbytnio i nie z nie z niej czerpie się moja wiara. Tak samo nie ze strachu, bo mi moja wiara nic nie daje.
    Broń swoich poglądów, proszę bardzo, ale jedna rzecz jest tu “szczeniacka” – podobne oskarżenia: “…Boga nie ma, a wszystcy ludzie, którzy w niego wierzą nie mają racji i są głupcami uciekającymi od prawdy, którymi kieruje strach. ”
    Nie znasz tych “wszystkich”. Nie możesz się więc wypowiadać.
    No chyba, że przedstawisz mi dowód logiczny twierdzenia, że jeśli ktoś wierzy w Boga, to wynika to z tego, że się boi ;D
    Broń swoich poglądów ale obyś nigdy nie stał się w tym tak zatwardziały, by ostatecznie oślepnąć, pozdrawiam ;3

  6. 26 wrzesień 2009 o 17:10 | #6

    “…Boga nie ma, a wszystcy ludzie, którzy w niego wierzą nie mają racji i są głupcami uciekającymi od prawdy, którymi kieruje strach. ”

    Także mi się nie podoba owy tekst. Najpierw mówisz, że tylu ludzi nie miało racji, a potem sam nie mając żadnych dowodów stwierdzasz, że “tylko” Ty ją masz i to troszeczkę jest szczeniackie ;p szczególnie to o głupcy o ;p
    Nie żebym miał jakiś negatywny stosunek do Twojej osoby :)

    Jeśli na podstawie tego co napisałem myślisz już, że jestem jakimś fanatykiem kościoła to się mylisz, wyrażam się jak najbardziej obiektywnie. Wierzę w Boga, aczkolwiek nie utożsamiam się jakoś za bardzo z kościołem, gdyż zadaję sobie sprawę, że służy on już teraz bardziej do manipulacji niż do wyznawania wiary. Jednak myślę, że samo założenie kościoła nie jest złe gdyż “egzekwuje” on też u niektórych ich moralność i zmusza do niej. No, ale mu nie o tym :)

    Co do istnienia Boga to niestety nie możesz udowodnić czy on istnieje czy nie. Jest wiele poszlak, które jednak dają nam prawo twierdzić i ż on istnieje. I nie mówię tu o jakichś przereklamowanych cudach. Chodzi mi raczej o niewyjaśnione rzeczy typu początek świata. Jak to udowodnisz? ;p Nie udowodnisz, powiesz wielki wybuch? To skąd się wzieły te wszystkie pyły, które go z powodowały. To są rzeczy ktorych nie mozemy sie niestety dowiedzieć, co nie pozwala tez nam odpowiedziec na wiele pytan zwiazanych z wiara. Oczywiście jest też prawdopodobieństwo, że to było zjawisko fizyczne, ktore da sie wyjaśnić. Fizyka relatywistyczna też jest już dosyć “dziwna” dla przeciętnego człowieka ;p Ale na jej podstawie niczego nie udowodnimy. Nie wiemy co się dzieje gdy prędkość przekroczy prędkość światła i czy to możliwe ;p

    Powiem tak. Wiara to wiara. Każdy ma prawo sobie wybrać wierzę, lub nie wierzę, ale raczej nie powinno się oceniać po tym człowieka ;p

    Ja wierzę, Ty nie i nikt z nas nie jest głupcem i nikt nie może udowodnić czy ja mam rację, czy Ty :)
    Pozdro

  7. 10 październik 2009 o 12:06 | #7

    Drogi Kolego Ateisto,
    zapędziłeś się chyba w te rejony myślenia o swoim światopoglądzie, które oznaczają wojnę z kościołem i ze wszystkim, co z wiarą w boga lub w szeregi bogów związane. Uściślijmy: ateista prawdziwy to ktoś, kto racjonalnie MYŚLI, poddaje myśli dowodzeniu i dyskusji. Dyskusji nawet z kościołem, nawet z wyznawcami wiary. Bo któż ma im udowadniać błąd w rozumowaniu, w pojmowaniu, jeśli nie my? Dyskusja nie może być niesiona na fali buntu, bo zmieni się w kłótnię daną głupcom jako język porozumiewania się i ekspresji.
    Czym jeszcze jest ateizm? Otóż prawem do wolnego, niczym nie krępowanego myślenia. Skoro tak jest, a zgodzisz się zapewne, że tak, to przyjmij ze spokojem fakt, że którykolwiek inny Człowiek ma pełne prawo wierzyć w cokolwiek, w kogokolwiek zechce.Dajesz sobie prawo do prawdy,daj innym prawo do wiary. Napiszę prościej: bez obecności ludzi wierzących, nie istniałoby pojęcie ateizmu.
    To tyle z mojej, z ateisty strony.
    Pozdrawiam, zapraszam na mojego bloga, na podstronę dla ateistów.

  1. No trackbacks yet.