Wiara w boga/bogów pochodzi z niedouczenia?

Zastanawiałem się ostatnio nad tym czy to, że ludzie wierzą w boga wynika z ich niedouczenia? Jako bardzo młody człowiek byłem wierzący, jeśli można tak powiedzieć o dziecku, które jeszcze niczego prawie nie rozumie. Wierzyłem w to, że jak źle pomyśle (nie daj boże coś źle zrobię) to bozia ukarze mnie za to. Ogólnie mówiąc moja wiara była oparta bardziej na strachu niż na jakichkolwiek twardych przekonaniach. Jednak w miarę jak dorastałem zaczynałem rozumieć coraz więcej i zadawać pytania, które ksiądz niewątpliwie nazwałby niebezpiecznymi. Nie uzyskałem jednak odpowiedzi na żadne z nich i zaczynałem dostrzegać coraz więcej nieścisłości w mojej religii, przez co wątpliwości rosły. Z czasem przestałem wierzyć w boga, świętych i tym podobne bajki wymyślone przed laty (po drodze do ateizmu popełniłem jeszcze kilka błędów, ale nie o tym teraz mowa).

Opierając się na własnych doświadczeniach zaczynałem wierzyć w to, że inni ludzie podobnie jak ja w miarę nauki, poznawania świata i zadawania istotnych pytań zaczną również zauważać nieprawdziwość wiary. Byłem o tym świecie przekonany. Dzisiaj kiedy poznałem życie jeszcze lepiej niż wtedy (i choć jeszcze długa droga przede mną) już wiem jak bardzo się myliłem. Gdyby było tak jak to sobie wyobrażałem ludzie porzuciliby wiarę już na początku XX wieku, a może nawet wcześniej. Nie nauka i edukacja jest tutaj problemem. Ludzie nie wierzą w boga dlatego, że nikt nie przedstawił im racjonalnych argumentów, że go nie ma. Idąc dalej tym tropem zadaje sobie pytanie, a więc co jest tutaj problemem? Dlaczego mimo tak oczywistych dowodów i przesłanek wciąż tkwią w błędzie?

Z opowiedzą przyszło mi całkiem niedawno tłumaczenie pewnego wywiadu (dostępne w dwóch częściach tutaj). Jako odpowiedź pozwolę sobie przytoczyć cytat z tego wywiadu.

W biologii mamy mnóstwo różnych teorii wyjaśniających nasze niezwykłe predyspozycje do wiary w istoty nadprzyrodzone. Jedna z nich mówi o tym, że umysł dziecka – z przyczyn dobrze uzasadnionych przez Darwina – jest podatny na infekcje w podobny sposób, jak komputer. Komputer, aby był użyteczny, musi być programowalny, musi wykonywać to, co mu każemy. Ale w ten sposób nieuchronnie staje się podatny na wirusy komputerowe, czyli programy, które mówią: „rozpowszechniaj mnie, kopiuj mnie, przekaż mnie dalej”. Kiedy wirusowy program zacznie działać, nic go nie zatrzyma.
Podobnie mózg dziecka jest zaprogramowany przez naturalną selekcję w taki sposób, żeby dziecko wierzyło w to, co mówią rodzice i inni dorośli, i było im posłuszne. Ogólnie rzecz biorąc, to dobrze, że dzięki tej podatności dziecko może być uczone przez dorosłych, którzy mówią mu, jak ma postępować i w co wierzyć. Ale siłą rzeczy ta sytuacja ma również swoją złą stronę: idee błędne, bezużyteczne, skutkujące stratą czasu – takie jak tańce deszczu i inne zwyczaje religijne – też są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziecięcy mózg jest bardzo podatny na ten rodzaj zarażenia. Mamy również do czynienia z infekcją w poprzek pokolenia, kiedy charyzmatyczny kaznodzieja zaraża umysły, które wcześniej nie były zainfekowane.

Nie jest to dla mnie jednak pełna i satysfakcjonująca odpowiedź. Wyjaśnia wprawdzie pochodzenie wiary wsród ludzi młodych, jednak nie wyjaśnia tego dlaczego ta wiara wciąż egzystuje w nich podczas gdy na świecie jest tyle dowodów, że jest to tylko i wyłącznie bzdura. Mam na ten temat pewną teorię. Otóż czytając pewną notkę na blogu jednego z ateistów dotyczącą komentarzy zauważyłem, że ludzie są do tego stopnia zaślepieni swoją wiarą, że nie dostrzegają logicznych argumentów oparcie twierdzą, że są nieprawdziwe nie podając przy tym żadnych dowodów za swoimi słowami. Wygląda to mniej więcej tak: “Gadasz głupoty, bo tak i koniec kropka”.  Ludzie ci mają do tego stopnia wyprany mózg przez katolickich duchownych, że całkowicie przestali już myśleć, a zaczęli tylko i wyłącznie ślepo i posłusznie wierzyć. Spokojnie mogę ich uznać za końcowy produkt katolickiej indoktrynacji, z której kościół bez wątpienia może być dumny. Z takimi ludźmi nie da się dyskutować i nie ma to też najmniejszego sensu. Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć kilka ciekawszych i zabawniejszych wypowiedzi ;]

“Powszechnie wiadomo, że ateizm jest źródłem demoralizacji. Skutki demoralizacji są sporym obciążeniem dla Państwa (utrzymywanie więźniów, leczenie narkomanów, itp., itd.) w związku z tym ateiści powinni jeśli nie podatek na Kościół (który jak wiadomo walczy z demoralizacją) to chociaż płacić podatek na walkę ze skutkami demoralizacji.”
~Józek

Powszechnie to chyba tylko w kościołach. Czy to ateiści są źródłem demoralizacji? Na jakiej podstawie to stwierdzasz?
Na ludzi ateizm i teizm nie wpływa w ogóle, bo są moralni lub nie sami z siebie. Religia (doktryna) zaś w wielu przypadkach usprawiedliwia lub nawołuje do demoralizacji.
W więzieniach też raczej w Polsce przeważają katolicy więc jeżeli tak bardzo chcesz wprowadzać odpowiedzialność zbiorową, to płać za swoich. Sporo pieniędzy z resztą podatników kosztują więzienni kapelani. Dla ateistów to ich tam się raczej nie trzyma.

“muzg macie wyprany i tyle , jezeli nie Boga to dlaczego katolikow jestb 6 miliardow na calej ziemi !!!!  “
~medion


Według Rocznika Papieskiego opublikowanego 30 marca 2008 roku, na świecie jest obecnie ok. 1.130.000.000 katolików – przy czym to liczba zarejestrowanych a nie rzeczywiście katolicyzm wyznających. Argument ilościowy jest z resztą dość głupi, bo kiedyś większa część ludności uważała, że Słońce krąży wokół Ziemi czy wyznawała pogańskie bożki.

“ateizm to ciemnota  najwieksza,prymitywizm,ogranicze  nia z wyjatkiem zboczen ,od co -he ?”
~bogobojna

Sam katolicki papież Grzegorz 1. przyznał, ze ciemni to są (powinni być) katolicy głosząc iż “nieuctwo jest matką prawdziwej pobożności”.

Nawiąże jeszcze do ludzi wykształconych, którzy wierzą w boga i są podawani przez kościół jako przykład tego, że nauka nie leży wcale w sprzeczności z religią. Co zresztą uważam za totalną bzdurę. Tutaj jako odpowiedź również zacytuje fragment wyżej wywienionego wywiadu.

Czy intelektualne przedsięwzięcie, jakim jest badanie życia na Ziemi, ma swój emocjonalny wymiar?

Tak, zdecydowanie to czuję. Kiedy spotykam naukowca, który nazywa siebie religijnym, często mam wrażenie, że właśnie o to mu chodzi. Często widzę, że te osoby nie wiążą niczego nadprzyrodzonego ze słowem „religijny”. Wyraźnie chodzi im o rodzaj emocjonalnej odpowiedzi na naturalną rzeczywistość – dokładnie tak, jak pan to ujął. Bardzo mocno odczuwał to Einstein. Niestety, użył słowa „Bóg”, żeby to opisać, co doprowadziło do wielu nieporozumień. Ale Einstein miał w sobie to uczucie. Ja też je mam i można je znaleźć w dziełach wielu naukowców. To coś w rodzaju uczucia quasi-religijnego. Są tacy, którzy chcą je nazywać uczuciem religijnym i złoszczą się, kiedy naukowiec nazywa siebie ateistą. Myślą w ten sposób: „skoro doznajesz takich transcendentalnych uczuć, to nie możesz być ateistą”. To po prostu nieporozumienie językowe.

Zapytacie więc skoro większości ludzi nie da się przekonać o nieprawdziwości ich wierzeń. Skoro jest to tylko walka z wiatrakami to czemu niektórzy ateiści tak usilnie prubują? Szczerze sam się nad tym zastanawiam i nie mogę znaleźć na to odpowiedzi. Może to dlatego, że religia jest jednym z głównych źródeł zła w dzisiejszym świecie (terroryzm)?

Odpowiedzi: 25 jak dotąd »

  1. 1

    oluchna powiedział/a,

    “Ludzie ci mają do tego stopnia wyprany mózg przez katolickich duchownych, że całkowicie przestali już myśleć, a zaczęli tylko i wyłącznie ślepo i posłusznie wierzyć. Spokojnie mogę ich uznać za końcowy produkt katolickiej indoktrynacji, z której kościół bez wątpienia może być dumny. Z takimi ludźmi nie da się dyskutować i nie ma to też najmniejszego sensu.”

    No cóż to widać że nigdy nie “liznołeś” prawdziwej wiary (o czym zresztą napisałeś na poczatku swego postu), więc jeśli czegoś nie przeżyłeś i nie poczułeś to myślę że nie powinnieneś rozprawiać na ten temat, bo to tak jakbyś przeglądał sie w krzywym zwierciadle i wierzył w to iż odbicie które widzisz jest autentyczne.
    Temat wiary jest sprawą OSOBISTĄ każdego człowieka (każdy przeżywa ją w inny sposób) i dzieje się w ludzkich sercach ludzi wierzących, a nie tv, radiu, internecie czy też innych wybujałych i wykreowanych środkach masowego przekazu.

    Myślę też że jeśli byłoby tak jak mówisz że wiara w Boga jest “istną bzdurą”, to no cóż ta “istna bzdura” nie przetrwała by ponad 2000 lat.
    Uważam też że jestem zdrowym człowiekiem, a nie jakimś “końcowym produktem katolickiej indoktrynacji” i nie mam najmniejszych wątpliwości w instnienie Boga.

    Kościoł to nie fakryba która produkuje i kreuje ludzi wierzących, ale przedewszystkim potężny odstetek ludzi na całym świecie którzy są żywymi świadkami i dowodem tego że Bóg naprawde jest.

    Dlatego lepiej zakończyć te dywagacje bo każdy ma swoje racje (nie czuję jak rymuję) i możemy tak w nieskończoność.

  2. 2

    sielakos powiedział/a,

    Na świecie są setki religii czy to oznacza to, że żeby krytykować każdą z nich muszę poznać prawdziwą wiarę w każdej z osobna? Nonsens. Zresztą kościół i ludzie wiary krytykując sekty (mniejsze ruchy religijne mylnie utożsamiana z czystym złem) robi to samo co ja teraz, a nawet dużo mniej.

    Z tym, że wiara jest sprawą osobistą to się zgodzę, ale czy to oznacza, że nie można o niej rozmawiać i jej podważać? Nie!

    Argument o 2000 lat jaki i o ilości wierzących jest bzdurny. Na tej samej podstawie można stwierdzić, że inne wielkie religie są prawdziwe, a przecież to nielogiczne. Chodźmy chrześcijaństwo i islam. Chrześcijaństwo twierdzi, że Jezus jest synem boga i bogiem, a Islam kategorycznie temu zaprzecza.

    Temat religii jest bardzo ważny i należy o nim mówić, ponieważ jest ona szkodliwa i blokuje postęp.

  3. 3

    astromaria powiedział/a,

    Każda religia “żyje” co najmniej 1000 lat. Rzymscy bogowie, którzy kiedyś byli czczeni i postrzegani jako istoty prawdziwe też byli czczeni przez wieki. A wierzenia Babilonu, Sumeru i innych kultur? I co po nich zostało? Ruiny świątyń i mity, przyznaję, że do dziś żywe. To, że coś trwa od 2000 lat nie jest żadnym argumentem. Ja raczej spytałabym, jakie potężne siły stoją na straży tej trwałości.

    Obecne religie, takie jak chrześcijaństwo czy islam nie narodziły się w próżni. Przed nimi istniały religie i po nich też będą istnieć, tyle tylko, że inne (pewnie któryś z “nowych ruchów religijnych” stanie się tą nową religią). Chrześcijaństwo też nie jest czymś zupełnie nowym, bo mitologia tej religii czerpie pełnymi garściami z wcześniejszych źródeł. Wystarczy poszukać w w źródłach historycznych.

    Co do reszty: brak dowodów na istnienie Boga, ale tym bardziej brak dowodów na jego nieistnienie, ponieważ można udowodnić, że coś istnieje, nie można natomiast udowodnić, że nie istnieje. Dlatego zarówno religia, jak i ateizm opierają się wyłącznie na ślepej wierze. Wszelkie spory są nierozstrzygalne i są stratą czasu. Żadna ze stron nie ma żadnych “naukowych” dowodów na poparcie swoich racji.

    Religia sądzi, że udziela odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania. Ale to tylko zaślepienie. Skoro Bóg stworzył świat, to ja pytam: a kto stworzył tego Boga? Skąd on się wziął? Co było pierwsze: jajko czy kura?

    Na takie pytania nie ma i nigdy nie będzie zadowalających odpowiedzi.

    Skoro to nie Bóg stworzył świat, to skąd on się wziął Świat oczywiście)? W “przypadki” to ja nie wierzę. Przede wszystkim dlatego, że ja w ogóle nie wierzę. Jak na “przypadek” to prawa (choćby fizyki) obowiązujące w tym świecie są zbyt “nieprzypadkowe”.

    Panu Dawkinsowi też nie wierzę. To fanatyk anty-religijny. Dawkins wcale nie jest intelektualistą. Popełnia mnóstwo trywialnych błędów w myśleniu i wnioskowaniu. Dla mnie jest takim samym autorytetem jak papież – czyli żadnym.

    Dlatego ja nie jestem ani katoliczką ani ateistką. Trzymam się z daleka od tego typu wojen. Skoro czegoś nie da się udowodnić, to po co się kłócić i argumentować?

    I jeszcze co do religii: jest ich całe, nieprzebrane mnóstwo, a co gorsze brak dowodów naukowych na to, że któraś z nich jest “słuszniejsza” niż pozostałe.

    Mnie się najbardziej podoba buddyzm, bo nie kłóci się z rozumem, jest natomiast skarbnicą praktycznej wiedzy psychologicznej. Obecne techniki psychoterapeutyczne czerpią pełnymi garściami z dorobku buddyzmu i jego praktycznych ćwiczeń umysłowych (jak choćby medytacja).

    Ale to nie znaczy, że jestem buddystką… Pozostaję osobą wolną i niezrzeszoną. I taką mam zamiar pozostać również w przyszłości.

  4. 4

    Szym powiedział/a,

    Moim zdaniem, należy postawić pytanie inaczej. Dlaczego ludzie wykształceni tracą wiarę? Dlaczego niektórzy w pewnym okresie życia dochodzą do przekonania, że Boga nie ma, a niektórzy trwają w przekonaniu, że Bóg istnieje do końca zycia?

    Otóż, w pewnym momencie wykształcenie religijne nie nadąża za wykształceniem ogólnym. To jest problem w społeczeństwach rozwiniętych i w grupach społecznych, które osiągają wysoki poziom intelektualny. Zauważmy, że w trakcie studiów wyższych, nie istnieje już obowiązkowe kształcenie religijne. Ci, którzy podejmą własny wysiłek i znajdą osoby, literaturę, miejsca, gdzie swoją wiedzę religijną zaczną rozwijać w ten sposób, by podążała ona za wykształceniem ogólnym, nie stracą wiary. Dla tych natomiast, którzy tego wysiłku nie podejmą, ich wiara stanie się ofiarą słusznych pytań zrodzonych wraz z rozwojem wiedzy ogólnej, dla których odpowiedzi nie ma już w wiedzy zdobytej w szkole podstawowej. W istocie jednak problem pojawia się bowiem już na etapie kształcenia ponadpodstawowego.

    Niestety, z wiarą jest tak, że raz straconą, trudno odzyskać, bo wraz z nabyciem wiary w to, że Boga nie ma, tracimy motywację do wysiłków w tym kierunku, a jeśli są one podejmowane, to już u ich podstaw znajduje sie ukryty sceptycyzm, który sprawia, że tak naprawdę nie szukamy wiary, a raczej uzasadnienia swojego przekonania, że jednak nie myliliśmy się w swoim przekonaniu o nieistnieniu Boga.

  5. 5

    16-latka powiedział/a,

    Gdyby Wiarę można było “udowodnić” naukowo, to nosiłaby ona miano Wiedzy… Uważacie się za ludzi wykształconych a nie potraficie rozgraniczyć tych dwóch pojęć! Próbujecie utożsamiać Wiarę z Wiedzą, a to dwa różne pojęcia, niosące z sobą całkiem inny sens! Jak możecie ludzi wierzących nazywać niedouczonymi!? “Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli!!!” Błogosławieni, którzy są w stanie uwierzyć -> szczęśliwcy!

  6. 6

    sielakos powiedział/a,

    naucz się czytać, ze zrozumieniem ;] Taka dobra rada… Nie wiesz o czym piszesz tak naprawdę.

  7. 7

    16-latka powiedział/a,

    “Co do reszty: brak DOWODÓW na istnienie Boga, ale tym bardziej brak dowodów na jego nieistnienie, ponieważ można UDOWODNIĆ, że coś istnieje, nie można natomiast UDOWODNIĆ, że nie istnieje. Dlatego zarówno religia, jak i ateizm opierają się wyłącznie na ślepej wierze. Wszelkie spory są nierozstrzygalne i są stratą czasu. Żadna ze stron nie ma żadnych “NAUKOWYCH” DOWODÓW na poparcie swoich racji.” Replay: kto z Nas nie wie o czym pisze!? Mix Wiary&Wiedzy… Szukanie dowodów na istnienie Boga? Ludzie, Wiara to nie sprawa, którą można udowodnić albo przedstawić za pomocą matematycznych wzorów! Albo się ją czuje albo nie! Jak można szukać “naukowych” dowodów na Wiarę!? Podejmowanie tego typu prób jest tak naprawdę szczytem niedouczenia!

  8. 8

    16-latka powiedział/a,

    Jak wielka jest pustka w Was… Nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo ograniczają Was sztywne regułki, wzory itp… Nie potraficie wznieść się ponad nimi.
    A przecież w każdej dziedzinie nauka dociera do spraw których nie jest w stanie wyjaśnić… co z nimi?
    Co z nierozkładającymi się ciałami chrześcijańskich świętych? Co z historią Matki Boskiej z Guadalupe ? Czyżby ogromna LUKA w wiedzy?

    “Scio me nihil scire” Historia Sokratesa…
    Jesteście tak bardzo pyszni z powodu tego co wiecie!!! Uważacie się za ludzi wykształconych, bo wiecie to, co wiedziało już wielu przed Wami… A najmądrzejszym z ludzi jest ten, który przyznaje, że nic nie wie… Ten który zdaje sobie sprawę z ogromu zjawisk na świecie, których nikt i nic nie jest w stanie wyjaśnić…

    NAJWYBITNIEJSI UCZENI JAK KOPERNIK, NEWTON, KEPLER, PASCAL, MAXWELL, MACARONI, EINSTEIN, HEISENBERG NAWET DO GŁOWY NIE DOPUŚCILIBY, ŻE MOŻNA WĄTPIĆ W ISTNIENIE BOGA, ALE CAŁA GROMADA NIEUKÓW NA TYM FORUM CHCE BYĆ MĄDRZEJSZA OD NICH…

  9. 9

    sielakos powiedział/a,

    “Jak wielka jest pustka w Was… Nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo ograniczają Was sztywne regułki, wzory itp… Nie potraficie wznieść się ponad nimi.”

    dobra już się pośmiałem… kto ci takich bzdur nagadał? mamusia czy ksiądz z ambony?

    “EINSTEIN” bla bla… on akurat nie wierzył w boga… nie w tego w którego ty wierzysz… dziecko nie wiesz o czym piszesz…. z resztą pewnie było podobnie… eh…

  10. 10

    sielakos powiedział/a,

    Ps. jak masz zamiar tutaj realizować jakąś misję, bo tak ci karzę sumienie to sobie lepiej daruj. To nie jest najlepsze miejsce do nawracania kogokolwiek.

  11. 11

    16-latka powiedział/a,

    nie mam zamiaru nikogo nawracać… ludzie zazwyczaj nawracają się sami z siebie, dotknięci jakimś “ciekawym” wydarzeniem a już na pewno nie z namowy innych ludzi…
    po prostu interesuje mnie Wasz punkt widzenia…
    Wiesz… jeżeli nie potrafi się odeprzeć argumentów to najczęściej uciekamy się do ośmieszenia drugiej osoby… tak właśnie jest w Twoim wypadku! Radzę Ci przeczytać jeszcze raz to, co wcześniej napisałam i zastanowić się na Twoją beznadziejną odp… ;]

    nie wiem kto z Nas nie wie o czym pisze…

    jeszcze jedno: ani mamusia ani księża nie opowiadają “takich bzdur”… ciekawi mnie raczej kto Tobie podsuwa takie bzdurne pytania typu: “wiara w Boga / bogów pochodzi z niedouczenia?” Jeśli to Twój rozum to zaiste nie jest on najlepszym doradcą…

    PS: wiesz dlaczego wdałam się w dyskusje na tym blogu? zastanowił mnie tytuł… zastanowiło mnie to jak bardzo pragniecie poniżyć tych którzy w przeciwieństwie do Was, Wierzą… to aż dziwne, że są jeszcze ludzie wyznający takie poglądy…
    i takie małe sprostowanie – jestem dzieckiem… ale nie w sensie w którym Ty to rozumiesz… ;]

    “karzę sumienie” – kto tu jest niedouczony…

  12. 12

    16-latka powiedział/a,

    Może Einstein to nie najlepszy przykład, ale wierz mi, z resztą nie jest podobnie… :)

  13. 13

    sielakos powiedział/a,

    ja żadnych argumentów tutaj nie widzę,bo ja pisałem ten post o jednym, a ty piszesz o drugim… zresztą piszesz, jak setka innych osób w twoim stylu, może źle cię potraktowałem, ale mnie już nudzi dyskutowanie 5000 razy na ten sam temat z tymi samymi argumentami… Nie widzę w tej dyskusji nic interesującego … znudziła mi się koło numeru 10.

    ps. w moim poście chodzi o to,że wiara w boga w cale NIE pochodzi z niedouczenia, a ty swój pierwszy post piszesz na jakiś dziwny nie wiem czego dokładnie dotyczący temat. ot jak ja to widzę.

  14. 14

    sielakos powiedział/a,

    Pytanie nie jest bzdurne… Zresztą nie chce mi się tego tłumaczyć… A moja niechęć do ludzi wierzących pochodzi wprost od nich samych…

    Małe pytanie co ty tak naprawdę wiesz o swojej religii? Co wiesz o chrześcijaństwie? ile razy dziennie czytasz biblię?

  15. 15

    16-latka powiedział/a,

    pozwól, że zacznę od końca: jeszcze niedawno był czas, kiedy czytałam codziennie jakiś przypadkowy fragment Pisma Świętego… dziś niestety trochę zboczyłam z tej drogi… ale niezupełnie… czytam choć nie tak często… ;]

    co wiem o chrześcijaństwie? Hmm… wydaję mi się, że trochę wiem… ale chyba nie sposób opisywać tu tego wszystkiego…

    dla mnie religia nie jest historią chrześcijaństwa, dla mnie religia jest tym co czuję… religia to ludzie… ostatnio miałam przyjemność poznać takich właśnie niezwykłych ludzi i Oni zasadniczo zmienili mój punkt widzenia na niektóre sprawy…

    i proszę Cię nie pisz mi, że piszę jak setka innych osób, bo każdy człowiek jest wyjątkowy, nawet nie wiesz jak bardzo…

    a jeżeli chodzi o niechęć do ludzi wierzących to nie mam pojęcia z czego ona wynika…. może po prostu nie spotkałeś na swojej drodze prawdziwych “ludzi”…

  16. 16

    16-latka powiedział/a,

    i jeszcze jedno: nie myśl, że jestem jakąś fanatyczką religijną.. :-D DD choć może to tak wyglądać…

    ja wiem o czym mi napiszesz… wiem że Ci, którzy nie wierzą w Boga o niebo lepiej znają historię chrześcijan niż oni sami… ;)

  17. 17

    16-latka powiedział/a,

    teraz moje pytanie…
    na pewno wyda Ci się bzdurne, ale muszę je zadać… niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo zmieniają Nas ludzie z jakimi przebywamy… -> spotkałeś kiedykolwiek w życiu Ludzi, z którymi mógłbyś przebywać 24h na dobę, takich z którymi mógłbyś porozmawiać o wszystkim bez obaw,że Cię wyśmieją bądź nie zrozumieją, Ludzi, których mógłbyś być pewien jak nikogo i niczego na świecie,Ludzi dla których odważyłbyś się rzucić swoje dotychczasowe życie, Ludzi wierzących lub niewierzących, po prostu Ludzi przez duże L???

    PS: to nie jest żadne podchwytliwe pytanie.. :)

  18. 18

    sielakos powiedział/a,

    Nie… takich ludzi nie ma. Człowiek może być ciekawy, może zainteresować, ale nie istnieje w normalnej relacji między ludzkiej coś takiego, jak wymieniłaś. Można spotkać niezwykłych ludzi, ale nie ma czegoś jak ludzie przez duże “L”. Każdy człowiek jest ciekawy i ma coś do zaoferowania, a przynajmniej prawie każdy.

  19. 19

    16-latka powiedział/a,

    I tym się różnimy… ja spotkałam takich ludzi… :)
    kiedyś sądziłam tak jak Ty… że nie ma na świecie takich osób… i prawdopodobnie gdyby wtedy ktoś wciskał mi takie “brednie” jak ja Tobie w tej chwili, roześmiałabym się albo pomyślała że ktoś jest naprawdę naiwny… ale dziś wiem, że są tacy Ludzie… i że są bardzo blisko mnie i to nie rodzina ;) Myślę że to wydarzenie przybliżyło mnie do Boga… myślę, że Oni przybliżyli mnie do Boga… ;)

    jeszcze jedno pytanko:
    napisałeś:”Jednak w miarę jak dorastałem zaczynałem rozumieć coraz więcej i zadawać pytania, które ksiądz niewątpliwie nazwałby niebezpiecznymi. Nie uzyskałem jednak odpowiedzi na żadne z nich…”
    a próbowałeś kiedyś porozmawiać o tym właśnie z księżmi???

    • 20

      sielakos powiedział/a,

      Co do tych wspaniałych ludzi to według mnie znak, że ich jeszcze dobrze nie poznałaś. Też spotkałem kilku takich, którzy robią dobre wrażenie… itp. itd. ale nie są oni wielcy… wystarczy lepiej poznać. Wiesz człowieka czasem się poznaje wiele lat… Kilku miesięczna/letnia znajomość tego nie gwarantuje.

      Czy ci ludzie są dla ciebie jakimiś autorytetami?

      Wiesz, ja ci powiem jedno… Nigdy nie polegaj na autorytetach… świat należy poznawać samemu poprzez własne odczucia i doświadczenia, nie należy polegać wyłącznie na mądrości innych. Czasem lepiej się sparzyć i zaznać czegoś na własnej skórze niż posłuchać o tym. Nic nie czynni człowieka mądrzejszym niż własne życiowe doświadczenie. Ja już dawno we wszystkim polegam głównie na sobie samym. Wiem przynajmniej na czym stoję i że nie jest to żaden fałszywy autorytet, spowodowany młodzieńczym buntem czy też wypromowany przez media (JP II itp, itd.)

  20. 21

    sielakos powiedział/a,

    Oj i to wiele razy ;] i z wieloma…
    przeważnie kończy się to wymówką ;] lub “taka jest wola boża”/”niezbadane są wyroki boskie”/”Bóg ma swój plan” i tego typu uniki.
    Zresztą wątpię, żeby jakikolwiek duchowny potrafił sensownie odpowiedzieć na te pytania… Zawszę sprowadzi to do jakiejś tajemnicy wiary lub innego wymysłu duchownych (nie Biblii,Jezusa czy Apostołów tylko duchowny… jak dla mnie to żal jest). Choćby głupi dogmat trójcy świętej w biblii jest więcej znaków przeciw niemu niż za nim…

    Albo dlaczego wielokrotnie zmieniano treść 10 przykazań?

    Dlaczego papież ma być niby nieomylny? Co jest sprzeczne z tym, że papieże często poprawiają błędy swoich “nieomylnych” poprzedników. Skoro są tacy nie omylni, to dlaczego popełnili błędy w sprawach wiary oczywiście, czyli tam gdzie powinna leżeć ich nieomylność.

    Itp. Itd… Dużo jest takich prostych pytań na które się nie znajdzie odpowiedzi z ust duchownego.

  21. 22

    ktos powiedział/a,

    16-latko spierdalajjjj!!!!!!!!!!!!!!!

  22. 23

    16-latka powiedział/a,

    jakieś wychowanie obowiązuje, nawet jeżeli się nie znamy prawda “KTOSIU”? :)

    to jest właśnie przykład ludzkiej odwagi, czujesz się mocny bo siedzisz tylko przed szklanym monitorem i możesz bez obaw obrażać innych… Żal… Mi… Ciebie…Nawet… Nie…Wiesz…Jak…Bardzo… :(

  23. 24

    16-latka powiedział/a,

    a więc… jeżeli chodzi o nieomylność papieży, to każdy chyba wie, że nie ma na tym świecie ludzi nieomylnych… istnieją Ludzie Dobrzy itp. ale nie nieomylni… przecież ludzką rzeczą jest błądzić… a przede wszystkim nie możemy wymagać od innych, tego czego sami nie jesteśmy w stanie spełnić… Każdy z Nas jest tylko albo aż – człowiekiem…

    Jeżeli chodzi o moich Ludzi to poznawałam ich przez wiele lat… z niektórym z nich wychowywałam się… i dlatego mogę dziś powiedzieć, że są tym, za których ich uważam… codziennie dziękuję Bogu za nich, bo Oni zmieniają ludzi wokół siebie na lepszych… i to nie są puste słowo, może trudno w to uwierzyć ale to najszczersza prawda, to najlepsze co mnie w życiu spotkało… i to nie jest miłość… hmmm… może przynajmniej nie w sensie w którym rozumie ją większość ludzi… ;)

    Co do życiowego doświadczenia to: czy daje Ci ono w pewnym sensie szczęście, a może sprawia, że coraz trudniej jest Ci uwierzyć komukolwiek???

    Jeżeli chodzi o księży to chyba zbyt pochopnie ich oceniasz, bo zbyt mało ich znasz… ostatnio dość często przebywam w ich towarzystwie i z całą pewnością mogę stwierdzić, że są wyjątkowymi ludźmi, ale nie należy od nich wymagać aby tłumaczyli Boże plany wobec Nas… ;) przecież to też ludzie…

    wiesz, przychodzi mi do głowy pewna historia, która do mnie przemawia…
    … pewnego dni św. Augustyn spacerował brzegiem plaży i nurtowały go pytania podobne do Twoich… w pewnym momencie zobaczył na swojej drodze małego chłopca, który wykopał na plaży mały dołek i przenosił wodę z morza właśnie do tego dołka… św. Augustyn spytał:
    -Co robisz chłopczyku?
    a ten odpowiedział:
    - Próbuję przelać wodę z morza do tego dołka…
    św. Augustyn zrozumiał wtedy, że umysł ludzki jest tak malutki w porównaniu do umysłu Bożego jak umysł tego chłopca do umysłu dorosłego człowieka… usłyszał wtedy wewnętrzny głos: “prędzej ten chłopiec przeleje całą wodę morza, niż człowiek zrozumie Boga…”
    END…

    Problem oddalania się od Boga jest prosty:
    ludzie w dzisiejszym świecie są zbyt pyszni, uważają, że jeżeli stworzyli masę różnego rodzaju urządzeń, są w stanie polecieć na księżyc, porozumiewać się różnych końców świata itp. to są w stanie również zrozumieć Boga… nic bardziej mylnego…

    Za bardzo usiłujesz zrozumieć to czego nigdy nikomu się nie udało i nie uda… Podobnie jest z historią wieży Babel… wtedy też ludzie sądzili, że mogą równać się z Bogiem… i co?
    istnieje pewien porządek na świecie, i w nim Bóg stoi nieco wyżej od Nas, ale to “nieco wyżej” to przestrzeń nie do pokonania przez człowieka… ;)

  24. 25

    owner powiedział/a,

    Jak na 16 całkiem rozsądnie!


Komentarz RSS · Adres TrackBack

Zostaw komentarz