Piszę tego posta jako swojego rodzaju odpowiedź do ostatnich komentarzy jakie pojawiły się na moim blogu pod postem o tytule “Jaki jest sens życia? – pisane przez ateistę”, ale także jako przedstawienie mojego poglądu na temat jaki wpływ ma strach przed śmiercią (odczuwany przez ateistę) na możliwość odczuwania szczęścia w życiu. Nie ukrywam, że będę opierał się na tylko własnych doświadczeniach, jednak pomimo to zapraszam do lektury. Jeden z komentarzy zarzucał mi, że “człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy..”. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Dlaczego? Ponieważ sam absolutnie i całkowicie świadomie w nic nie wierze, ale pomimo to jestem całkiem szczęśliwym. Nie odczuwam żadnego przygnębienia z powodu mojej nie wiary, a nawet jest wręcz przeciwnie jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Nie mam ochoty uczestniczyć w machinie ciemnoty jaką jest kościół katolicki i mam nadzieje, że na stara lata nie zgłupieje aż tak bardzo, żeby w niej uczestniczyć. Wprawdzie jak to już wcześniej napisałem odczuwam strach przed śmiercią i wcale go nie lubię, jednak mogę się z nim pogodzić i mimo niego dalej jakoś żyć, a te “jakoś” nie jest wcale takie złe. Poza tym strach ten wcale wbrew temu co niektórzy mogliby myśleć nie występuje u mnie codziennie, a w miarę rzadko. Dodam tylko, że nie wierze w to, iż istnieje człowiek, który prawdziwie szczerze i bez oporów mógłby powiedzieć, że jest tak naprawdę całkowicie pozbawiony strachu przed śmiercią. Według mnie nie jest to możliwe, a jak ktoś tak mówi (np. różni duchowni) to najzwyczajniej w świecie kłamie lub oszukuje w sam siebie.
Co do drugiego komentarza dotyczącego mojego kochania innych ludzi, to nie jest to tak, że kocham każdego człowieka na świecie i jestem do nich nastawiony bardzo ciepło i pozytywnie. Opisałbym to raczej jako coś takiego, iż mam w sobie dużo pozytywnej energii i staram się być miły i pomocny dla nieznajomych, oczywiście w miarę ogólnie pojętego zdrowego rozsądku i jeśli nie szkodzi to moim interesom. Jak to się mówi: “Wszystko ma swoje granice”.
ps. Co do mojej kilku dniowej nieaktywności na blogu było to związane z wizitą pewnej osoby w moim domu i ogólnym brakiem czasu, ale postaram się to nadrobić ;]
maj 12, 2008 at 7:20 pm
Opisałbym to raczej jako coś takiego, iż mam w sobie dużo pozytywnej energii i staram się być miły i pomocny dla nieznajomych, oczywiście w miarę ogólnie pojętego zdrowego rozsądku i jeśli nie szkodzi to moim interesom. Jak to się mówi: “Wszystko ma swoje granice”.
owned x.x
maj 12, 2008 at 7:26 pm
ty tam się nie odzywaj, bo ciebie znam ;] i mam do ciebie inne nastawienie ;] wyrobione już na bazie doświadczenia ;]
maj 13, 2008 at 9:12 pm
Sam jestem wierzący ale nie mam nic do ateistów póki oni nic nie mają do mnie
Ja wierze oni nie – nasza sprawa. A co do tego co powiedziałeś – co ludzie zarzucają,że ateista jest nieszczęśliwy bo w nic nie wierzy… przepraszam ale nawet dla mnie jako wierzącego to głupota. Ateista może tylko rozważac o formie bycia po śmierci lub jego braku. A taki katolik? Perspektywa wieczności w piekle nie brzmi zbyt miło napewno gorzej od definitywnego końca bytu na każdej płaszczyźnie – więc to ateiści chyba są szczęśliwi. Inną sprawą jest to, że np. ja mam w dupie czy jesteś katolikiem, buddystą, muzełmaninem etc. tak długo jak jesteś dobrym człowiekiem ^^ Łatiwej jest być dobrym jako ateista niż wierzący. Jak Charles Caleb Colton powiedział: “Dla religii ludzie zrobią wszystko: będą się kłócić, pisać, walczyć, umierać, zabijać, tylko nie będą zgodnie z nią żyć.”
Uuaa… ale się rozpisałem
maj 14, 2008 at 4:34 pm
Heh no fakt rozpisałeś się. Ja mam podobny pogląd co do ludzi, uważam wiarę katolicką za błąd i krytykuję ją na swoim blogu jednak w życiu prywatnym najważniejsze dla mnie jest to, żeby gościu był dobrym człowiekiem. Nie namawiam nikogo do zmiany wiary lub jej porzucenia.
maj 17, 2008 at 1:36 pm
Opieranie się na własnych doświadczeniach – nic złego, wręcz przeciwnie, temu możemy ufać. Ty przecież nie musisz czuć tego samego, co inni. “Człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy” – skąd takie uogólnienie, ciekawe, prawda? I kto to wypowiada? Zapewne człowiek wierzący. Chciałby się swoim szczęściem podzielić, w niewłaściwy sposób jednak do tego podchodzi.
Nie najeżdżaj na KK konkretnie (wiadomo, w Polsce najwięcej w nim wiernych), ponieważ każdy inny kościół, wyznanie jest bardzo do niego analogiczne. Może warto przerzucić się na jakieś inne, neutralne określenie, kiedy będzie wiadomo, o co chodzi i tak. Oczywiście, wszyscy odczuwamy lęk przed śmiercią – boimy się tego, czego nie znamy (dlaczego boimy się ciemności?
)
Kolego