Piszę tego posta jako swojego rodzaju odpowiedź do ostatnich komentarzy jakie pojawiły się na moim blogu pod postem o tytule “Jaki jest sens życia? – pisane przez ateistę”, ale także jako przedstawienie mojego poglądu na temat jaki wpływ ma strach przed śmiercią (odczuwany przez ateistę) na możliwość odczuwania szczęścia w życiu. Nie ukrywam, że będę opierał się na tylko własnych doświadczeniach, jednak pomimo to zapraszam do lektury. Jeden z komentarzy zarzucał mi, że “człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy..”. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Dlaczego? Ponieważ sam absolutnie i całkowicie świadomie w nic nie wierze, ale pomimo to jestem całkiem szczęśliwym. Nie odczuwam żadnego przygnębienia z powodu mojej nie wiary, a nawet jest wręcz przeciwnie jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Nie mam ochoty uczestniczyć w machinie ciemnoty jaką jest kościół katolicki i mam nadzieje, że na stara lata nie zgłupieje aż tak bardzo, żeby w niej uczestniczyć. Wprawdzie jak to już wcześniej napisałem odczuwam strach przed śmiercią i wcale go nie lubię, jednak mogę się z nim pogodzić i mimo niego dalej jakoś żyć, a te “jakoś” nie jest wcale takie złe. Poza tym strach ten wcale wbrew temu co niektórzy mogliby myśleć nie występuje u mnie codziennie, a w miarę rzadko. Dodam tylko, że nie wierze w to, iż istnieje człowiek, który prawdziwie szczerze i bez oporów mógłby powiedzieć, że jest tak naprawdę całkowicie pozbawiony strachu przed śmiercią. Według mnie nie jest to możliwe, a jak ktoś tak mówi (np. różni duchowni) to najzwyczajniej w świecie kłamie lub oszukuje w sam siebie.

Co do drugiego komentarza dotyczącego mojego kochania innych ludzi, to nie jest to tak, że kocham każdego człowieka na świecie i jestem do nich nastawiony bardzo ciepło i pozytywnie. Opisałbym to raczej jako coś takiego, iż mam w sobie dużo pozytywnej energii i staram się być miły i pomocny dla nieznajomych, oczywiście w miarę ogólnie pojętego zdrowego rozsądku i jeśli nie szkodzi to moim interesom. Jak to się mówi: “Wszystko ma swoje granice”.

ps. Co do mojej kilku dniowej nieaktywności na blogu było to związane z wizitą pewnej osoby w moim domu i ogólnym brakiem czasu, ale postaram się to nadrobić ;]