Nachodzą mnie ostatnio różnego rodzaju przemyślenia nad wszystkim. Nad sensem życia, nad kierunkiem rozwoju świata, dosłownie na każdy temat. Jako, że jestem osobą, która z natury lubi rozmawiać o tym co ją trapi postanowiłem przedstawić moje rozterki na tym blogu, a poza tym lubię pisać, przychodzi mi to jakoś naturalnie.
Czy warto żyć? Po co żyjemy? Jaki jest sens tego wszystkiego?
Jedne z rzeczy nad którymi bardzo często myślę tuż przed zaśnięciem. Zastanawiam się nad tym czy naprawdę warto żyć skoro i tak wszyscy kończymy jednakowo, nie ważne czy było się dobry czy złym człowiekiem. Koniec każdego z nas jest taki sam – śmierć. Czy nie lepiej skończyć z tym wszystkim skoro i tak wszyscy umrzemy? Jedyna odpowiedź do jakiej dochodzę to jest to, że warto żyć, warto kontynuować swoją wędrówkę przez czas, warto kroczyć wciąż tą drogą, ponieważ daje mi ona wiele przyjemności. Kocham życie, kocham świat, kocham te niebieskie chmury sunące po niebie, kocham ludzi. Tak do cholery kocham ten zasrany świat! Więc dlaczego muszę umrzeć? Dlaczego czeka mnie koniec tak jak wielu przede mną? Dlaczego?! Nie wiem i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Wiem jedno źle jest być człowiekiem, źle jest być świadomym swego końca, źle jest wiedzieć, że czeka na mnie śmierć. Wolałbym żyć w błogiej nieświadomości, ale nie mogę. Mógłbym uciec do wiary, do irracjonalnej religii, którą żyją miliony słabych duszyczek. Jednak nie, zdrowe zmysły podpowiadają mi, że wszystko to nie prawda. Bóg nie istnieje, nie ma życia po śmierci, jest tylko nicość, czystka próżnia, kompletne nic. Tej pustki, tej nicości właśnie się boje, nie chce tego! Jest to moja największa słabość, jednak czuje się silniejszy od tych milionów co wierzą. Dlaczego skoro aż tak bardzo się boje, a oni mają spokój i błogą nieświadomość końca? Ponieważ mimo strachu, mimo tej świadomości brenę dalej, mimo mojej słabości stawiam czoła życiu. Jestem słaby, tak to prawda, ale na tyle silny, iż mogę spojrzeć prawdzie w oczy i z tego jestem dumny. Chociaż wolałbym się nigdy nie narodzić, ale skoro już żyje to trwam w stanie w jakim jestem.
Uff… No to koniec. Wiem, wiem namieszałem, ale pisałem to głównie dla siebie. Podsumowując boję się śmierci, bo wiem, że ona jest końcem. Mimo tej mojej słabości czuje się silny, bo potrawie spojrzeć prawdzie w oczy.
edit: Zapraszam do przeczytania Ja – Ateista

qucios powiedział/a,
maj 1, 2008 @ 2:39 pm
miałem kilka dni temu podobne przemyślenia, ale to był pogrzeb więc po ceremoni pochówku znowu wszystko wróciło do normy i jak sam napisałeś…”mino mojej slabości stawiam czoła życiu”
fajnie się czytało, mimo że pisałeś dla siebie ;P
pozdrawiam
zenforest powiedział/a,
maj 1, 2008 @ 2:56 pm
W swoim życiu przechodziłam różne etapy “wiary”, w rożne formy…bytu, nazwijmy to
Doszłam finalnie do wniosku iż nie ma sensu zadawanie pytania o celowość, o koniec czy świadomość.
Życie dzieje się tu, teraz, w tym momencie. Poza nim – nie ma niczego innego na co warto poświęcać uwagę. Brać tak wiele z TEJ chwili, jak wiele się da.
I tak nic to nie zmieni, a przynajmniej będę się dobrze bawić.
misja powiedział/a,
maj 11, 2008 @ 2:51 pm
“słabe duszyczki”..mylisz się..to ty jesteś tą słabą duszyczką, która boi się śmierci..widocznie jeszcze na tyle człowieku nie dojrzałeś..ja się jej nie boję..cieszę się chwilą..Tobie współczuję, głęboko współczuję..człowiek, który w nic nie wierzy, jest głęboko nieszczęśliwy..:|
Mex powiedział/a,
maj 11, 2008 @ 5:31 pm
Przeczytałem ten text i stwierdzam jedno… taki tok myślenia … Kochanie innych ludzi… jest bez sense… przekonasz się… życie pełne jest przykrości zawodów… a co do komenta misji… nie słuchaj tego, tak naprawdę to pewnie on/ona popada w rozmyślania nad sensem życia i codziennie pyta się kogoś o opinie. Ale tej osobie to chyba nie przeszkadza…
misja powiedział/a,
maj 11, 2008 @ 5:34 pm
podsumowując koment mexa to powiem jedno: żal.pl..człowiek pochodzący od małpy,nie widzący żadnego sensu życia..szkoda mi was
sielakos powiedział/a,
maj 12, 2008 @ 5:43 pm
odpowiedź zamieściłem w formie nowego postu ;]
http://sielakos.wordpress.com/2008/05/12/strach-przed-smiercia-a-moje-szczescie-z-punktu-widzenia-ateisty/
Zapraszam do czytania.
Zocha powiedział/a,
wrzesień 12, 2008 @ 5:51 pm
Ads by google-bardzo szczerze i wnikliwie ujawniles swoje obawy-tez mialam w mlodosci podobne leki.Ale czy warto martwic sie na zapas?Czy nie lepiej zajac mysli dniem dzisiejszym,swoja obecnoscia na ziemi,starac sie realizowac jakies swoje marzenia,poprostu cieszyc sie zyciem.I pomysleć,ze jestes kochany i potrzebny Twoim bliskim.Zycie jest piekne a czlowiek potrafi sie podniesc z najwiekszego upadku-i to świadczy o jego sile i madrosci.
Vegeta powiedział/a,
lipiec 14, 2009 @ 4:43 pm
Jest sens życia i dochodzenie do niego jest celem człowieka. Mówienie, że nie ma po co o tym mysleć i że lekiem na wątpliwości jest “carpe diem” to pójście na łatwiznę (i pewnie w głebi duszy czujesz, ze tak jest).
Ja doszedłem już do kilku odpowiedzi i naprawdę czuję się z tym dobrze, istnienie Boga nie jest jedynym rozwiązaniem. Powodzenia życzę.